Ryzyko a życie
Od czarnego weekendu na torze Imola w 1994 roku nie było już ofiar śmiertelnych wśród kierowców F1. To właśnie starania grupy założonej między innymi przez ofiarę Imoli, Ayrtona Sennę, dały znaczną poprawę bezpieczeństwa. Pojawiły się solidniejsze kokpity i linki mocujące koła do kokpitu nawet w razie urwania zawieszenia. To właśnie te dwa udoskonalenia umożliwiły jeszcze wyższy poziom bezpieczeństwa w tej jakże ryzykownej dyscyplinie sportu. Dlatego też warto jest wspierać wszelkiego rodzaju inicjatywy mające na celu poprawę bezpieczeństwa na torach w bolidach. Jak pokazał niedawny wypadek Sergio Pereza, boczne strefy zgniotu w bolidach nie są tylko dla ozdoby i dla spełnienia wymogów regulaminowych. Warto jest po prostu we własnym zakresie zwiększać poziom zabezpieczeń, o czym zresztą doskonale pamiętają konstruktorzy bolidów. Sam wielki Adrian Newey przyznał, że po wypadku Ayrtona Senny chciał wycofać się z całego tego biznesu. Postanowił jednak pozostać i dzięki temu mamy dziś tak spektakularne sukcesy Red Bulla. To właśnie ten genialny konstruktor stoi za wszystkimi sukcesami tej ekipy w ostatnich latach. Inwestycja w dobrych inżynierów jest równie ważna jak posiadanie dobrych kierowców. Tylko odpowiednia mieszanka wszystkich członków zespołu pozwala na walkę o tytuły mistrzowskie. Nawet najlepszy kierowca świata bez dobrego bolidu i sprawnej obsłudze w pit stopie nie będzie mógł wygrywać wyścigów. Dlatego też podkradanie sobie fachowców to jeden z powszechnych zabiegów w królowej motosportu.