Któż z nas nie lubi adrenaliny? Smak rywalizacji i ogromne poświęcenie to od wieków najlepszy i najskuteczniejszy narkotyk na świecie. Dzięki niemu wielu mężczyzn funkcjonuje bardzo sprawnie. To właśnie dzięki temu wciąż szukamy nowych miejsc do powalczenia między sobą. Taka właśnie idea przyświecała zaraz po wojnie młodym i gniewnym kierowcom, którzy to oficjalnie tworzyli Formułę 1. Co prawda ścigano się już i przed wojną, ale dopiero od roku 1950 została wprowadzona oficjalna klasyfikacja kierowców i wyniki były notowane. Wcześniej mistrzostwa miały charakter nieco mniej oficjalny i globalny. Dzięki temu możemy dziś poczytać o takich mistrzach jak Fangio czy Farina. Byli to wielcy wojownicy, którzy nie bali się ogromnych szybkości w samochodach, które nie gwarantowały absolutnie żadnego poziomu bezpieczeństwa. Wystarczył niewielki błąd, a człowiek mógł być wyeliminowany ze sportu na zawsze lub nawet zginąć. Dzisiejsi kierowcy są w dużo lepszej sytuacji, bo bolidy są naprawdę bardzo bezpieczne. Jednak jak pokazał przypadek Felipe Massy, nadal możliwe jest odniesienie poważnej kontuzji, która może spowodować dość długą przerwę w ściganiu. Jednak nawet w porównaniu z tym, co było ledwie piętnaście czy dwadzieścia lat temu, to i tak mamy ogromny postęp. Na całe szczęście, od czasów Ayrtona Senny, wśród kierowców nie było ofiar śmiertelnych. Było to możliwe dzięki dobrym działaniom FIA i korzystnym dla bezpieczeństwa inicjatywom samych kierowców. To oni walczyli o własne bezpieczeństwo.